wtorek, 12 marca 2013

Czas relaksu...

Hej, hej kochani!!!!
Jak widać piszę w środku tygodnia, więc nie jest źle:)
Powiedziałabym nawet, że bardzo dobrze (och, odpukuję, żeby nie zapeszyć), bo miałam czas na lekturę i spokojną herbatkę - a to w środku tygodnia nie zdarza mi się często!
Korzystając z okazji, że krócej prauję w tym tygodniu, zasiadłam do lektury ofiarowanego mi (wspaniałomyślnie przez mojego szwagra - dzięki Artur!) brytyjskiego czasopisma "Country homes".
Uwielbiam oglądać takie perełki, zawsze można w nich coś ciekawego znaleźć, a biorąc pod uwagę, że remontuję domek na wsi, to gazeta w sam raz dla mnie - wiejskiego konserwatora zabytków;)
Ten numer poświęcony jest "seaside cottage" i wszelkiego rodzaju wnętrzom wiejskich domków nad brzegiem morza, dekoracjom z drewna, muszelek i kamieni nadbrzeżnych...

Ponad 60 stron pięknych zdjęć i inspiracji:))) Do tego
 herbatka z pomarańczą, łakocie i śpiący Adaś...chwilo trwaj!!!
Uwielbiam styl marine we wnętrzach. Trochę udało mi się go przeforsować w pokoju Janka tu oraz tu.

Ta ściana w tle jest genialna - biała, chropowata powierzchnia i te belki...

Pokój dziecięcy - chciałbym, żeby był biały, z girlandą i białymi mebelkami...
Zachwycające ozdoby z tzw. "driftwood"  - Madziu, proszę o jakieś "zdrabne" tłumaczenie z angielskiego;)

I te dodatki: błękit, czerwień, paski, kotwice i muszelki - to moje must have!
A na koniec zgłaszam wniosek formalny:
jeśli ktoś z Was wybiera się w najbliższym czasie do Anglii, to nie pogniewam się, gdy przywiezie mi taki oto czajniczek firmy Next:))))))
 Z wyrazami wdzięczności:)
Marta

niedziela, 10 marca 2013

Blackberry cake:)

Witam Was moi kochani!
Czas pędzi nieubłaganie i dopiero dziś mam chwilkę, żeby cos napisać...Uff...
Brak czasu to chyba moja największa zmora, ale pewnie wiele w tym i mojej winy. Nie ma co zrzucać na życie, system i wszystkich świętych, czasami łapię się na tym, że nie umiem powiedzieć "nie", wyznaczyć priorytetów i dlatego "wplątuję" się w różne absobujące zadania... 
A życie ucieka i szkoda go na głupoty, prawda?
W ramach poprawienia nastróju sobie, domownikom i zaproszonym gościom postanowiłam upiec typowo letnie ciasto zwane przez mnie ciastem jogurtowym:)
Kojarzy mi się ono głownie z latem ze względu na owoce, których używam do dekoracji: porzeczek, borówek, malin czy drobnych truskawek. Wprawdzie świeże owoce zastąpiły te z horteksowskiej mrożonki (mix owoców jagodowych), ale i tak powiało latem:)
Przepis banalnie prosty (zapożyczony dawno temu od przyjaciółki Dorotki). Potrzebne na będą: 
  • 3 jajka
  • 1 szklanka cukru
  • 2,5 szklanki mąki
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • cukier waniliowy
  • 1 szklanka jogurtu lub maślanki
  • 0,5 szklanki oleju

Jaja i cukier miksujemy (tak jak na biszkopt), dodajemy mąkę, proszek, maślankę i olej i dokładnie mieszamy. Wykłądamy na formę lub blachę i dekorujemy owocami - nie trzeba ich wczesniej rozmrażać! Pieczemy ok. 40 min w temperaturze 180 stopni:)
A wszystko to udało się tylko dlatego:


Buziaki dla Was!
Miłej niedzieli życzę!
M.

niedziela, 3 marca 2013

Moje muzyczne odkrycie - BOY

Kto mnie zna, wie, że muzyka odgrywa istotną rolę w moim życiu:) Nie wyobrażam sobie, że nie otaczają mnie dźwięki...Dźwięki, które cieszą, wzruszają, dają energię i siłę na cały dzień, odprężają, gdy jestem zmęczona. I choć nie mam żadnego wykształcenia muzycznego, obce mi są wszystkie bemole i oktawy, a zapis nutowy przyprawia o ból głowy, to muzyka jest tym, czym najłatwiej jest mi wyrazić emocje...
Dziewczyny z zespołu BOY zdobył moje serce już od pierwszego "wysłuchania" - a niezbyt często tak mi się przytrafia. Piosenka "Seven little numbers" to dla mnie dawka nieskrępowanej radości z życia i zabawy, zachwytu nad drobiazgami, które cieszą - uśmiechem dziecka czy chodzeniem po plaży, klimat wakacji, lata, słońca... Widać, że dziewczyny się lubią i lubią to, co robią, bawią się dźwiękami, mieszają style i używają różnych, dziwnych instrumentów.
Dla mnie są genialne, natychmiast poprawiają mi nastrój i sprawiają, że znowu zaczynam tęsknić za wakacjami!!!!!
Dodatkowym atutem dla mnie jest fakt, że ten młody i inspirujący duet tworzą poczodząca z Zurychu Valeska Steiner oraz Sonja Glass z Hamburga:) Dziewczyny poznały się na warsztatach muzycznych w Hamburgu, polubiły i postanowiły nagrać coś razem. Jest w nich pewna świeżość, radość i optymizm, zainspirowały mnie bardzo! Uwielbiam też ich klipy, gdzie nie znajdziemy gołych pup i biustów, tylko piękne kadry, świetne ujęcia, miejsca, w których chętnie bym się znalazła:)I choć to może dziwnie zabrzmi, ale starsznie lubię na nie patrzeć, mają w sobie coś po prostu....

Z wielką chęcią wybrałabym się na ich koncert, może ktoś z Was jest chętny????
Miłego początku tygodnia:)))
M.

piątek, 1 marca 2013

Marokańskie wzory i nie tylko;)

Hej, hej!!!
Weekend właśnie się rozpoczyna, czas na odpoczynek, błogie lenistwo i nicnierobienie uważam za otwarty!
Pokażę Wam kilka nowych drobiazgów, które kupiłam przy okazji, zupełnie niechcący, nie planując tego wcale!
Kilka z nich w Praktikerze - w sklepie, do którego raczej jeżdże po białą farbę i wałki do malowania;) 
Ale zacznę od początku: ten lampion, w stylu marokańskim zobaczyłam przy okazji w Pepco i już nie mogłam bez niego wyjść. Pasuje idealnie do tacy, którą kupiłam już jakiś czas temu i pokazwałam ją TUTAJ.
Mam ochotę wyeksponować go na balkonie, letnią porą, wśród kwiatów i ziół....

A misia wypatrzyłam w....... Praktikerze:) Poszłam po doniczkę na storczyka a znalazłam taką właśnie figurkę:)
Lekko poobcierany, w bladoniebieskim sweterku i z ramionkami przywiązanymi na sznurku...Od razu wzbudził moją sympatię! No i jak go nie wziąć????
Tak samo te małe ptaszynki:
stały obok misia i kosztowały jakieś śmieszne parę złotych...
Nie mogłam ich nie kupić i teraz żałuję, że wzięłam tylko dwie! 
Na razie uwiły sobie gniazdko wśród piórek i świec:)
Mój dom wypełnia się powoli tymi różnymi "przydasiami", mąż się śmieje, że strach mnie wypuszczać na zakupy, bo wychodzę po ziemniaki a wracam z ozdobami do domu;)
Na szczęście w domku na wsi jest jeszcze dużo miejsca....
Trzymajcie się cieplutko!!!
Mam nadzieję, że to słońce, które dzisiaj przebijało się przez chmury, to zapowiedź szybko nadchodzącej wiosny? Czekam na nią z utęsknieniem!
Buziaki!
M.

czwartek, 28 lutego 2013

Scrapująca Polka w Berlinie

Witam Was serdecznie!
Dzisiejszy post będzie poświęcony Oli.
Ola to moja koleżanka z czasów studenckich:) 
Śliczna, utalentowana, szalenie ambitna i pozytywna osóbka, obecnie prowadząca własną firmę, mama dwóch słodkich łobuziaków, żona swojego męża o chilijskich korzeniach, od niedawna także właścicielka bloga SZCZĘŚCIOTERAPIA;)
Jej historia to materiał na książkę, a tymczasem prezent, jaki mi zrobiła na urodziny:

"Scraperkowe" cudo, czyli kartka urodzinowa:)
Zachwyciła mnie girlanda z moim imieniem (skąd wiedziałaś, że to mój ulubiony motyw?????), zdobienia ze sklejki i jakość papieru...Zastanawiam się też, kiedy znalazłaś na to czas????
Podziwiam wszystkie scraperki, za bogactwo zdobień i zmysł połączenia tego w jedną całość, tak, aby pasowało! W porównaniu z ich pracami, moje kartki i zeszyty wyglądają dosyć ascetycznie...

Do kartki dołączona była paczka serwetek ze smakowitym motywem gofrów:)
No i najważniejsze: Ola podzieliła się adresem TEGO sklepu internetowego, gdzie można znaleźć wszystkie te cudeńka ze sklejki i nie tylko! Jak tylko weszłam na ich stronę oszalałam i przez kolejne pół godziny wzdychałam do coraz to nowych "gadżetów" i "przydasiów"...Przyznaję szczerze, że najchętniej wykupiłabym cały ten sklepik;) 
Dzięki Olu za wszystkie piękne prezenty i za inspiracje:)

Kochani, weekend za pasem, więc bloggowanie czas zacząć;)))
Pędzę zobaczyć, co u Was słychać, porozglądać się trochę, poinspirować...
Do zobaczenia!
M.

P.S. Dzięki za tak liczne odwiedziny!!!!!!!!!!!!!
Fajnie, że jesteście i jest Was tyle.....
Buźka!



poniedziałek, 25 lutego 2013

Kubek w kubek!

Witajcie kochani!
Dziś obiecany post kubkowo-tablicowy:) Farba "efekt tablicy" stoi u mnie już od kilku miesięcy. No i się doczekała! Gdy zobaczyłam TUTAJ, co się wyprawia z kubkami-gadżetami rekalmowymi, których chyba każdy z nas ma mnóstwo w swoim domu, zaraz w ruch poszedł pędzel i farba!!!

Kubek (z logo jednej z marek samochodwych - kochanie, dziękuję Ci, że się poświęciłeś) okleiłam taśmą w kształcie serduszka...
i pomalowałam "tablicową" farbą.
Rzeczywiście fajnie to wygląda i już cieszy domowników, gdy np. zaspanym maruderom podam poranną herbatę w kubku z namalowaną uśmiechniętą buźką!
Spektakularny efekt pierwszego wytworu zachęcił mnie do kolejnych prób;) W planach kubki z serduszkami i gwiazdkami oraz przyborniki do ołówków!
Biorąc pod uwagę "branżę", w której pracuję, pasuje jak ulał:)
Już mam pomysł na prezenty dla koleżanek po fachu:))))
Taki kubek w szkole to świetny "sygnalizator" dla uczniów -  uśmiechnięta buźka czy serduszko narysowane to czytelna informacja dla uczniów, prawda?

Jutro postaram się "obcykać" urodzinową przesyłkę z Berlina, która niewątpliwie rozwiała mrok dzisiejszego dnia. Miło jest po całym dniu pracy znaleźć w skrzynce coś innego niż rachunek czy informacje o racie kredytu:)  
Ściskam serdecznie!
M.
P.S.1 Jesli chodzi o efekt "lustrzanego odbicia" to ciągle jestem w lesie...Na szczęsice istnieją dobre dusze, które ów program posiadają i chętnie mi to i owo wydrukują:)
I chwała im za to!
P.S. 2 Jeśli chodzi o "lustrzankę", to za miesiąc powinna pojawić się w moim domu....
To tyle w temacie "lustrzanym" ....hihihihihi

niedziela, 24 lutego 2013

Dzieło sztuki:)

Witajcie moi mili!!!
Cieszę się, że w ten weekend tak licznie mnie odwiedziliście! Witam też nowych gości, a stałych "zaglądaczy" ściskam cieplutko:) Jednym z urodzinowo-imieninowych "bonusów" była dla mnie liczba odwiedzających w ten weekend....Na pewno dodaje to skrzydeł i sprawia, że w natłoku zdarzeń znajdzie się czas na choćby nawet najkrótszy wpis - jak ten dzisiejszy właśnie.
Jak już wiecie, moja utalentowana koleżanka, MADZIA obdarowała mnie ostatnio pięknymi robótkami ręcznymi. O ile sweterko-ocieplacz otula kubeczek, tym samym zapobiegając nadmiernemu wystudzeniu wszelkich ciepłych napojów, o tyle serwetka stanowiła podkładkę pod cukiernicę, tym samym pozostając niewyeksponowana...
Nie mogłam pozwolić, aby takie dzieło sztuki zostało zepchnięte na margines życia domowego i postanowiłam je oprawić!
A oto efekty:
Początkowo ustawiłam ją w salonie, obok dwóch aniołków...  
Jednak potem postanowiłam umieścić ją na biurku w mojej "pracowni", co by zerkać sobie na nią w chwilach zwątpienia....
Jak siedzę przy biurku, sprawdzając prace moich podopiecznych lub jak piszę, to zerkam sobie na ten dowód przyjaźni, wydziergany włąsnoręcznie i w pocie czoła przez moją wielką inspiratorkę Madzię:)
Na koniec jeszcze migawka z popołudniowego malowania farbami:
Może i będzie coś z tego będzie??????????

P.S.1 Komódka na razie umalowana, wysycha, ale jedna rzecz wstrzymuje moje dalsze prace nad nią (i nie tylko)...Otóż jako zupełny abnegat informatyczno-techniczny nie umiem w moim komputerze znaleźć opcji drukowania tzw. "lustrzanego odbicia".
Chciałabym zrobić transfer kilku napisów, ale nijak nie mogę przebrnąć przez drukowanie lustrzanego odbicia....
POMOCY!!!!!!!!!

P.S, 2  W następnym poście będzie o miłości do kubeczków! I do tablicy;))))

Buziaki
M.